Stanisław Węgrzyn – The Royal Ballet, Londyn

Jaki jest twój ulubiony balet i dlaczego?

Najbliższy mojemu sercu jest balet „Giselle”. Jest przepełniony silnymi emocjami. Dużo w nim dramaturgii – miłości i rozpaczy. Przedstawiona w nim historia wprawdzie kończy się tragicznie, ale jest to prawdziwa miłość. Albrecht, który nie wie jak podejść do tego uczucia i zraniona Giselle, która mając słabe serce umiera z rozpaczy. Jednak ta miłość trwa nawet po śmierci. W drugim akcie Giselle, już jako duch – ratuje Albrechta przed wiłami – duchami dziewcząt, którym złamano serce. W tym balecie chyba najbardziej się odnajduję. Chciałbym go kiedyś zatańczyć i nadać głównemu bohaterowi moją własną interpretację.

Co czujesz kiedy wychodzisz na scenę?

Najbardziej czuję euforię. Wtedy nie ma już miejsca na stres. To moment gdy czuję się najbardziej żywy jako tancerz. Kiedy wychodzisz na scenę, wtedy tak naprawdę wstępuje w ciebie życie i jesteś niezwykle wyczulony, wrażliwy na wszystko dookoła. Chłoniesz teraźniejszość całym sobą.

Jak jesteś na scenie, to co chciałbyś przekazać widzom?

Nie zastanawiam się nad tym, bardziej myślę o tym jaką mam rolę i kim jestem w balecie.  Na przykład tańcząc balet klasyczny, trzeba być najbardziej skupionym, trzeba się po prostu rozebrać ze swojego własnego charakteru i wcielić w podaną rolę do tańca, czy do grania na scenie i musisz cały się temu poświęcić. Ale gdyby pomyśleć nad tym co chciałbym przekazać widzom… Chciałbym, żeby na chwilę zapomnieli o codziennym zwykłym życiu i zagłębili się w marzeniu, w świecie przedstawionej krainy, gdzie mogą zapomnieć o smutku, o troskach.

Mówiłeś o wcieleniu się w rolę, jak to wygląda, jak się do tego przygotowujesz?

Najczęściej próby do jakiegoś specyficznego tańca, specyficznej części baletu zaczynają się przynajmniej dwa tygodnie przed danym spektaklem. Tancerze wolą jednak lepiej się przygotować i mieć więcej czasu. Dwa tygodnie to jest minimum. Do samej jednak roli wystarczy kilka dni, może nawet kilka godzin. Musisz się zastanowić jak tę rolę chcesz przedstawić i kim tak naprawdę chcesz być w tej roli. Czy chcesz być dobrym charakterem czy złym, co chcesz żeby ludzie zapamiętali z tego występu.

Czy po występach ta rola zostaje w tobie?

Tak, zostaje, ale jest jakby uśpiona. Zwykle jest jeszcze niedoszlifowana. Bardzo łatwo potem do niej wrócić, bo już wiesz co robić. Ale to jest nieustanne szukanie czego ta rola jeszcze potrzebuje. Czego było za dużo, a czego za mało. Chodzi o to, aby zbalansować tę postać i dojść do własnej interpretacji. Aby stworzyć tę postać z własnej wyobraźni. Ten proces trwa wiele lat. Do niektórych ról, niektórzy tancerze nadal nie są gotowi.

Czyli chodzi o to, żeby przedstawić tę rolę jak najlepiej, ale jednocześnie żeby tam była też cząstka ciebie?

Tak, wtedy ta rola jest najbardziej interesująca, gdy pozostawione są wszystkie elementy tańca klasycznego i dodany jest charakter danej osoby.

Kto był dla ciebie szczególną inspiracją na tej drodze stawania się tancerzem?

Największą inspiracją był dla mnie Leonid Sarafanov. Wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem co to jest balet i to było kluczowe. To zadecydowało, że akurat on wtedy był moim największym idolem. Nie wiedziałem, że istnieje jeszcze ktoś inny, kto tak samo jak ja cieszy się gdy tańczy. On mi to pokazał na scenie. Widać było po wyrazie jego twarzy, że sprawia mu to ogromna radość. Bardzo się wtedy ucieszyłem, że nie tylko mnie, ale też komuś innemu sprawia to radość – taką niepohamowaną. Wtedy poczułem, że jesteśmy do siebie bardzo podobni i czułem z nim wyjątkowe, artystyczne połączenie.

W trakcie nauki baletu wcześnie zacząłeś samodzielne życie. Jakie były wtedy największe wyzwania dla ciebie? Mam na myśli twój wyjazd do szkoły baletowej do Monachium w wieku szesnastu lat.

Było dużo wyzwań, ale tak naprawdę najwięcej wyzwań ja sam sobie stawiałem, bo życie nie było problemem kiedy był taniec. Wyjazd do szkoły baletowej, która mnie prowadziła, był jakby wyjazdem do drugiej rodziny. To było coś zupełnie naturalnego. Wszyscy tam byliśmy jakby jedną wielką rodziną. Nie odczuwałem żadnych braków. Była harmonia, wszystko było tak jak powinno być. Bardzo mi się podobało to, że miałem taniec obok siebie i to naprawdę bardzo, bardzo blisko. Mieszkałem w budynku, w którym znajdowało się studio baletowe, a druga sala baletowa była w budynku obok.  W pewnym sensie można powiedzieć, że czułem się nawet lepiej niż w domu, bo było tam tyle tańca, że niczego mi tak naprawdę nie brakowało. Doskonaliłem się w tym co kocham i wiedziałem, że właśnie to będę robił w życiu.

Za co jesteś najbardziej wdzięczny w tym czasie?

Jestem wdzięczny za ilość poważnych produkcji, które wtedy tańczyliśmy na dużej scenie w Bayerichestads Ballet, albo gdy wyjeżdżaliśmy na tounee do Kanady Toronto z przepięknym repertuarem. Najbardziej jestem wdzięczny za ludzi, których miałem wokół siebie, którzy wiedzieli jak mnie poprowadzić. Byli przy mnie gdy stawiałem pierwsze kroki na scenie. I wtedy to, że byłem na scenie było dla mnie takie oczywiste. Oni to we mnie zasiali. I za to właśnie jestem bardzo wdzięczny, że ten przełom nie był taki stresujący i nagły.

Gdybyś jeszcze raz miał przeżyć ten okres, czy coś byś zmienił?

Raczej nie. Czasami tylko zastanawiam się jakby się moje życie potoczyło, gdybym znalazł się gdzieś indziej w innym momencie, coś innego wybrał. Ale jestem bardzo wdzięczny za ludzi, którzy mnie otaczali. To było tak naprawdę najważniejsze, żeby te decyzje były podejmowane z ludźmi, którzy już coś osiągnęli w życiu.

Tańczysz teraz w Londynie w Royal Ballet. Czy możesz powiedzieć jak wygląda dzień tancerza w takim teatrze, w takim zespole?

Dzień tancerza zaczyna się od codziennej lekcji od godziny 10:30 do godziny 11:45. O godzinie 12:00 zaczynają się próby do spektakli. Potem jest przerwa na lunch, następnie inne próby i wieczorem spektakl.

Czyli teatr dla tancerza to jakby drugi dom…

Raczej pierwszy. Tak naprawdę na nic nie mamy czasu, bo nieustannie dążymy do perfekcji, a ona jest nieosiągalna.
Dzień zaczynamy rozgrzewką, potem mamy próby zazwyczaj dwie, trzy godziny. Następnie przerwa na lunch, potem próby do innej produkcji czy innego baletu. Próby kończymy o godzinie 17:00 i zaczynamy się przygotowywać do spektaklu, więc nie ma przerwy na nic. Musisz coś zjeść, musisz – jak masz chwilkę – odpocząć, odpowiednio się przygotować, na przykład nałożyć specjalny tape na stopy, aby cię mniej bolały podczas tańca, czy wspomagały twoje mięśnie. Na pełnych obrotach wracasz do garderoby i nakładasz makijaż – swoją nową twarz i stajesz się charakterem, który masz dzisiaj zagrać czy zatańczyć. Na scenę wchodzimy około godziny 19:15 – czerwone światło gaśnie, więc można wchodzić na scenę – spektakl zaczyna się o 19:30. Jeżeli jest to pełny balet z dwoma interwałami po dwadzieścia minut, to całość trwa trzy godziny, więc kończymy o 22:30. Po zmyciu makijażu i odwieszeniu kostiumu na wieszak, wracasz do tego kim jesteś naprawdę. Zaczynasz dbać o swoje ciało od razu po spektaklu. Robisz kompresy z lodu na kostki, przygotowujesz proteinowy shake, elektrolity, bo wiesz, że kolejny dzień jest jutro i musisz wstać rano i robić to samo, dokładnie to samo. Bardzo ważna jest regeneracja zaraz po spektaklu.

Co według ciebie do tej pory jest twoim największym osiągnięciem?

Wytrwałość – moja.

Jesteś tancerzem, ale też choreografem. Jak powstają twoje choreografie, skąd czerpiesz inspiracje?

Zazwyczaj z natury. Z natury, albo czegoś nie do końca jasnego, z tematów które nie są do końca wytłumaczone, czy wiadome. Bardzo lubię kosmos i galaktykę. To mnie inspiruje, właśnie ten kosmiczny ogrom. Jeśli chodzi o zamysł choreografii to nie lubię stawiać przed widzem „gotowego ciasta z wypisanymi składnikami”. Nie lubię gdy wszystko jest wytłumaczone. Lubię gdy inni nie do końca rozumieją tego co tworzę, bo wtedy to jest ciekawsze. Jestem bardzo dużym fanem abstraktu – abstrakt art. Zmuszam widza, żeby dochodził do czegoś sam.

Czy tworzenie choreografii jest bardziej spełnieniem siebie czy chęcią przekazania czegoś światu?

To jest po prostu forma komunikacji i refleksji nad tym co się dzieje w danym momencie na świecie. Choreografia też nie jest moją pierwszą skórą. Z natury jestem tancerzem, który po prostu jest bardzo kreatywny, więc ten ogrom wiedzy, który już posiadam w sobie w jakiś sposób się odbija i powraca w innych kształtach, które potem mogę przekazać tworząc swój styl.

Czy masz jakieś inne zainteresowania?

Muzyka. Ona mnie prowadzi do twórczości. Muzyka zmusza mnie do tego, żeby ją ukazać i dlatego tańczę, bo chcę żeby była nie tylko słyszana, ale żeby można było ją zobaczyć. Chcę ludziom muzykę pokazać. Dlatego też nie uznaję kreacji, które są tworzone bez muzyki, albo ta muzyka jest wyobcowana z tańca. To zupełnie nie ma dla mnie sensu, bo taniec się rodzi przez muzykę.

Co jest dla Ciebie największą wartością w życiu? Co najbardziej cenisz w życiu?

Najbardziej cenię w życiu to, gdy człowiek znajduje się w takim miejscu, do którego został stworzony. Wszystko wtedy zaczyna być bardzo naturalne. Cenię też gdy ludzie potrafią rozpoznać prawdziwość w człowieku – prawdziwość w sztuce, z którą jest związany.

Co najbardziej cenisz w sobie?

Bardzo cenię w sobie pasję i prawdziwość. Mimo, że odgrywam pewne role, to tak naprawdę nigdy nie gram. Nawet w rolach, do których nie jestem oryginalnie stworzony i są jakby na mnie zrzucone, muszę odnaleźć siebie. Ta rola jest od tego momentu moja i mogę z nią zrobić co chcę, aż będzie prawdziwa, będzie żyła i będzie tak zatańczona czy zagrana jakbym się urodził tym charakterem, jakbym był do tego stworzony. Nigdy nie gram, staram się być prawdziwy w czymkolwiek jestem, cokolwiek robię. Dotyczy to każdej roli. Od ciebie zależy czy rola jest duża czy mała.

O czym marzysz?

Marzę o tym żeby zostać pierwszym tancerzem w prestiżowym zespole baletowym. Żeby mieć możliwość spełnienia siebie w rolach tanecznych, które od dziecka siedzą we mnie. Bardzo chciałbym się w nie wcielić i pokazać światu moją interpretację tych postaci. Chciałbym też pokazać  miłość do tańca i miłość do baletu przez te interpretacje. Przenieść widzów razem z fabułą poszczególnych baletów do świata odgrywanych historii.

Udostępnij: