Jak wygląda balet oczami uczennicy i jej mamy?
Balet oczami uczennicy i mamy to nie tylko sceniczne piękno. Za tym, co zachwyca publiczność, kryją się godziny ćwiczeń, zmęczenie, ból, chwile zwątpienia, ale też ogromna radość i pasja. O baletowej codzienności rozmawiamy z Amelią – 17-letnią uczennicą Krakowskiej Akademii Tańca „L’art de la Danse” i podopieczną Fundacji Dance to Be – oraz jej mamą Aliną. Jak wygląda ta droga z perspektywy młodej tancerki, a jak widzi ją rodzic?
Od „Baleriny” do pierwszych lekcji baletu
Monika Węgrzyn: Najpierw chciałabym zapytać o początki. Czy pamiętasz, Amelia, moment, w którym zakochałaś się w tańcu? I czy od początku wiedziałaś, że to balet?
Amelia Sikorska: Kiedy miałam sześć lat, zobaczyłam w kinie film „Balerina” i właśnie wtedy zakochałam się w tańcu.
Wcześniej też trochę tańczyłam w domu, ale to były takie małe popisy. A gdy zobaczyłam ten film, pojawił się u mnie ogromny zapał i marzenie, by występować na scenie i być wielką baleriną.
Monika: Dlaczego ten film tak cię zainspirował?
Amelia: Film opowiadał o tym, jak Felicja, biedna dziewczynka, która tańczyła sobie w stodole, zakochała się w tańcu klasycznym. Poruszyło mnie to, że taka biedna, niepozorna dziewczynka zatańczyła na wielkiej scenie z prawdziwą baleriną.
Początki baletu z perspektywy mamy
Monika: Co wtedy pomyślała mama? Jak zareagowałaś, Alina, na to, że Amelia chciała tańczyć w balecie?
Alina Sikorska – mama Amelii: U nas w domu wszystkie dzieci od najmłodszych lat były jakoś artystycznie edukowane. Pewnie dlatego, że ja sama jestem po szkołach muzycznych i jestem muzykologiem. Amelka miała wtedy sześć lat i chodziła na lekcje wiolonczeli.
Ale rzeczywiście, odkąd wróciła z kina, ciągle powtarzała, że chce na balet. Prawdę mówiąc, już wcześniej myślałam o tańcu dla niej, ale nie mieliśmy pieniędzy. Wiedziałam, że to wszystko jest drogie. Szkoła muzyczna jest państwowa, a za edukację baletową trzeba płacić. Przy czwórce dzieci to był dla nas duży problem.
Ale akurat w tym roku pojawiło się 500+ i pomyślałam: dobrze, jeżeli ona chce tańczyć, to z tego 500+ będziemy jej płacić za szkołę baletową. Później niestety wszystko zaczęło być coraz droższe: stroje i inne potrzebne do ćwiczeń rzeczy. Okazało się, że to nie tylko czesne, ale bardzo dużo dodatkowych wydatków. Wtedy było u nas ciężko finansowo.
Dałam więc ogłoszenie na Facebooku, czy ktoś nie zna osoby, fundacji albo firmy, która mogłaby opłacać edukację Amelki. Ktoś podesłał mi kontakt do Fundacji Dance to Be. I tak się zaczęło. Na dzień dzisiejszy byłoby niemożliwe, żebyśmy funkcjonowali bez Fundacji. Wszystko poszło już kilka razy w górę. Ja zawsze kochałam taniec, zawsze byłam, jak to się mówi, „do tańca i do różańca”, więc wszyscy wiedzieli, że lubię tańczyć. To, że Amelce to się spodobało, bardzo rozumiałam i podzielałam tę pasję. Dla mnie przeszkodą były tylko finanse. I tylko tutaj widziałam barierę.
Dwie szkoły i codzienny rytm treningów
Monika: Amelia, ile czasu zajmują lekcje i treningi baletowe? Ile razy w tygodniu masz zajęcia?
Amelia: Uczęszczam do dwóch szkół. Chodzę do liceum ogólnokształcącego, a po południu na zajęcia baletu. Jest trochę ciężko, bo jest dużo nauki. Gdy po szkole wracam do domu, uczę się, odrabiam lekcje, a potem idę na zajęcia z baletu. Mam je trzy razy w tygodniu. W tym roku będzie przedostatnia klasa, więc może się to zmienić, ale obecnie zajęcia mam trzy razy w tygodniu po trzy godziny. Balet klasyczny, taniec współczesny i jazz.
Monika: A czy masz czas na odpoczynek, na spotkania z przyjaciółmi?
Amelia: Mam weekendy…
Monika: W soboty nie masz zajęć baletowych?
Amelia: Czasami w soboty mamy warsztaty tańca, ale zwykle mam czas na odpoczynek.
Monika: Co daje ci najwięcej radości w tej codzienności?
Amelia: Taniec. Bardzo lubię, kiedy robimy jakieś bardziej utanecznione kombinacje, bo wtedy można zobaczyć rezultaty swojej pracy. Każda lekcja daje mi szczęście, nawet odrobinę. Kiedy jest się zmęczonym, można tego nie doceniać, ale na przykład podczas wakacji bardzo brakuje mi tańca. Wtedy chyba najbardziej doceniam takie codzienne zajęcia.
Monika: Czy lubisz tańczyć na pointach? Czy jest to trudne?
Amelia: Tak, lubię taniec na pointach. Rzeczywiście jest to bardzo trudne i bardzo bolesne, ale kiedyś bardzo podobało mi się to, jak wyglądają pointy i taniec na pointach. W układach najbardziej widać, że pointy są wymagające, ale pięknie to wygląda.
Balet oczami mamy: wsparcie, kryzysy i niewidoczny wysiłek
Monika: A jak ta codzienność baletowa wygląda z perspektywy rodzica?
Alina: U nas jest tak, że dzieci są raczej samodzielne, więc nie biorę udziału w zawożeniu czy przewożeniu. Na szczęście wszędzie mamy raczej blisko. Rodzic jest na pewno swego rodzaju trenerem, powiedziałabym psychologicznym, który wspiera w trudniejszych momentach, kiedy pojawia się ból i zniechęcenie. Trzeba z dzieckiem przejść przez ten moment. Na przykład blisko półrocza, zimą, właśnie wtedy zwykle pojawia się kryzys, bo jest bardzo dużo nauki w szkole, są egzaminy i lekcje pokazowe w szkole baletowej, do tego zima sama w sobie jest uciążliwa.
Widzę, że to wpływa na Amelkę i wtedy często mówi, że chyba musi zrezygnować, bo nie daje rady. Trzeba bardzo mądrze przejść przez ten moment i motywować, żeby dziecko pokonało zniechęcenie. Podobne doświadczenia mam ze wszystkimi dziećmi: czy są w szkole muzycznej, baletowej, czy trenują sport. Pojawiają się kontuzje i ból, ale pasja mimo wszystko jest silniejsza od tego bólu. I myślę, że to jest piękne.
To, czego nie widać z zewnątrz
Monika: Czego zwykle nie widzą inni rodzice – ci, którzy nie mają dzieci w szkołach baletowych?
Alina: Myślę, że nie tylko rodzice, ale też nauczyciele w zwykłych szkołach nie widzą tego, że dziecko wraca ze szkoły i idzie do następnej szkoły, a do domu wraca czasem bardzo późno. Kiedy dostaję uwagi od nauczycieli, że dziecko mogłoby coś zrobić lepiej, poprawić się z jakiegoś przedmiotu albo wkłada za mało pracy, uświadamiam im, że to dziecko nie wraca ze szkoły i nie siada spokojnie nad książkami albo przed komputerem, tylko idzie do następnej szkoły, gdzie wkłada mnóstwo pracy w to, żeby na koniec roku były efekty – czasem trwające tylko kilka minut.
Tego się nie widzi. Wszystkie dzieci traktuje się tak samo: te, które robią coś dodatkowo, i te, które mogą po prostu odpocząć. A moim zdaniem należy to różnicować. Każdy lubi później wzruszyć się na przedstawieniu baletowym, w operze czy na koncercie, ale nikt nie widzi, że to jest tylko czubek góry lodowej. Pod spodem jest cała masa wyrzeczeń, pracy, często fizycznego bólu i walki ze zniechęceniem. Ta walka jest może największa. Łatwiej jest po gali, kiedy widzimy piękny efekt. W połowie roku nie ma pięknej gali w wielkim teatrze, na wielkiej scenie, i trudniej znaleźć motywację do ciężkiej pracy.
Pasja, która potrzebuje wsparcia
Gdybym miała coś powiedzieć rodzicom, to żeby zamiast narzekać na dzieci i młodzież, dawali im możliwość rozwijania pasji, które są twórcze i porywające. Wystarczy znaleźć coś, co zapali dziecko. U nas w roku szkolnym jest trochę jak na przystanku tramwajowym: wszyscy wchodzą, wychodzą, każdy gdzieś biegnie na zajęcia. Wszyscy są zapracowani, ale twórczo. To jest piękne i daje młodym ludziom ogromną siłę, bo widzą efekty swojej pracy. Tutaj efektem bywa wzruszenie setek, czasem tysięcy ludzi. To jest niewymierne, ale to właśnie ogromna siła sztuki.
I jeszcze wspieranie dziecka na każdym etapie – motywowanie, żeby się nie poddawało. Podam przykład mojego syna Bruna, który grał dyplom w szkole muzycznej z jazzu. Na koniec podziękował swojemu profesorowi i mnie za to, że motywowałam go do chodzenia do szkoły muzycznej. Kiedy człowiek spotyka trudności i ból, pierwszą reakcją jest często chęć rezygnacji. Czasem rolą rodzica jest pomóc dziecku przejść przez chwilowy kryzys. Bruno chciał zrezygnować wiele razy, a dzisiaj jest muzykiem, koncertuje na całym świecie, kocha to i nie wyobraża sobie, żeby robić coś innego.
Ból, zmęczenie i chwile zwątpienia
Monika: A ty, Amelia, jak to widzisz? Co było najtrudniejsze w chwilach zwątpienia? W jakich momentach się pojawiały?
Amelia: Najczęściej chodziło o ból fizyczny, bo te treningi są wykańczające. Następnego dnia po treningu muszę wstawać rano do szkoły i udawać, że nic mnie nie boli i wszystko jest w porządku, a potem siedzieć osiem godzin w szkole. Trochę motywuje mnie też porównywanie się do lepszych osób. Wiem, że nie powinno się porównywać, ale dla mnie jest to takie motywujące porównywanie. Patrzę na lepsze osoby ze starszych klas i myślę, że chcę wypracować swoje ciało tak, żeby działało podobnie. To mnie motywuje. Najtrudniejsze są właśnie ból fizyczny i zmęczenie.
Monika: Czy rzeczywiście to mama motywuje cię i zachęca najbardziej?
Amelia: Myślę, że bez tego zrezygnowałabym z baletu po dwóch latach. Mama często mnie motywuje, ale pomagają też nauczyciele. Mam jedną nauczycielkę, do której chodzę już od lat. Bardzo mnie motywuje i wspiera psychicznie. W ubiegłym roku na półrocze rozmowa z nią bardzo mnie podbudowała. Powiedziała, że w porównaniu z poprzednim rokiem bardzo się poprawiłam.
Kolejne półrocze po tej rozmowie było dla mnie najlepszym okresem, od kiedy zaczęłam tańczyć. Teraz mam chyba największy zapał do baletu. Nigdy wcześniej nie patrzyłam tak poważnie na przyszłość związaną z baletem, a teraz myślę o tym.
Marzenia i przyszłość
Monika: Jakie jest twoje marzenie?
Amelia: Kiedy byłam mała, chciałam być wielką baleriną. Później to marzenie trochę zeszło na dalszy plan. Teraz wiem, że nie chciałabym całej przyszłości poświęcać baletowi. Jednak kiedy zrobię dyplom, będę miała otwarte drzwi, aby działać w tańcu. Chciałabym uczyć baletu dzieci, zarażać je pasją do tańca. To trochę łączy się z tym, że chciałabym studiować edukację wczesnoszkolną. Dzieci też potrzebują rozładować energię, więc myślę, że taniec jest dobrym sposobem. Dzięki studiom zdobyłabym wiedzę, którą mogłabym zastosować w pracy z dziećmi na balecie.
Monika: Co powiedziałabyś dziewczynce, która właśnie zaczyna balet albo chce tańczyć?
Amelia: Aby znalazła swój cel i po prostu do niego dążyła. Tak jak ja zakochałam się w „Balerinie”. Zawsze trochę chciałam być jak ona. Zawsze przypominałam sobie, po co to robię i dlaczego zaczęłam. Ważne, by przypominać sobie, dlaczego.
Monika: Alina, a jakie ty masz marzenia dla Amelii?
Alina: Chcę, żeby była szczęśliwa w tym, co robi. Czy to będzie taniec, uczenie dzieci tańca, czy coś innego – ważne, żeby była szczęśliwa. Na pewno zdobywa warsztat, który zostanie z nią na całe życie. Taniec też kształtuje nas jako ludzi: naszą postawę, sposób bycia, sposób życia. To widać po tym, jak ktoś się porusza. To jest piękne.
Przed wyjściem na scenę
Monika: Amelia, co czujesz przed wyjściem na scenę i po zakończeniu występu?
Amelia: Przed wyjściem na scenę rozmawiamy z koleżankami z klasy i bardzo się motywujemy. Ostatnie, co mówimy sobie przed wejściem na scenę, to żeby się uśmiechać. Przypominamy sobie, by się uśmiechać i bawić tańcem. Wypracowałam to w sobie, że już się tak nie stresuję, albo stresuję się pozytywnie. Kiedyś ogromnie trzęsłam się przed wyjściem na scenę. Bałam się, że wszyscy zobaczą każdy mój błąd. W rzeczywistości może jedynie specjalista na widowni coś zauważy. Gdy popełni się mały błąd, zwykle tylko my o nim wiemy. Tuż po zejściu ze sceny czuję ogromną radość. I może trochę smutek, że to już się skończyło. Czekamy cały rok na występ, a nagle po trzech dniach wszystko się kończy.
Monika: Alina, a ty co czujesz, kiedy oglądasz Amelię na scenie? Bardziej się wzruszasz czy stresujesz?
Alina: Ogromne szczęście. Nie stresuję się w ogóle. Porywa mnie piękno i taniec. Czasem myślę: szkoda, że ja nie tańczyłam w balecie. To trochę tak, jakby Amelka realizowała również moją pasję. Czuję ogromne wzruszenie. I piękno. Zawsze zachwycam się pięknem, więc dla mnie to jest zachwyt.
Monika: Czego nauczyłaś się od Amelii przez te wszystkie lata baletowego życia?
Alina: Dużo rzeczy. Na przykład wcześniej nigdy nie widziałam z bliska point. Nauczyłam się różnych technicznych rzeczy. Swego czasu ciągle czesałam koki, teraz Amelka już sama sobie radzi. Ale z innej strony nauczyłam się też, że dziecko ma prawo być zmęczone. Nie gonię już dzieci do wielu prac domowych, do których teoretycznie mogłabym je zagonić, bo wiem, że są zmęczone i mają prawo się położyć. Czasem robię więc rzeczy, które mogłyby zrobić one. Taka mama gdzieś w tle, w kuchni, jako wsparcie techniczne.
Ból, przyjaźń i piękno
Monika: Amelia, jakie trzy słowa według ciebie opisują szkołę baletową?
Amelia: Ból, przyjaźń i piękno.
Monika: Alina, jednym albo dwoma słowami: szkoła baletowa to…?
Alina: Trud i wysiłek.
Monika: A jedna rzecz, którą chciałabyś, żeby wiedzieli rodzice dzieci rozpoczynających naukę w szkole baletowej?
Alina: Aby byli miłosierni dla swoich dzieci, dlatego że wkładają ogromny wysiłek i pracę w to, co robią, a to wiąże się też z bólem. Czasem trzeba odpuścić inne rzeczy – szkołę, naukę. Dziecko nie musi być ze wszystkiego najlepsze, nie musi mieć samych szóstek. Trzeba patrzeć szerzej na dziecko, nie tylko przez pryzmat ocen. Najgorsze jest chyba to, kiedy rodzic chce, żeby dziecko było najlepsze we wszystkim. Trzeba pozwolić mu rozwijać się w tę stronę, w której widać talent, która je ciągnie, która jest jego pasją. Oczywiście motywuję do nauki i nie odpuszczam wszystkiego, ale czasem mówię: idź spać, wyśpij się. To bardzo ważne, żeby dziecko mogło pięknie zatańczyć i dać z siebie maksimum. Nie może być wykończone wszystkim, czego się od niego oczekuje. Więc czasem odpuszczam.
Monika: Bardzo dziękuję za rozmowę i przybliżenie baletowej codzienności.
Amelia: Dziękujemy.
Rozmawiała Monika Węgrzyn
Prezes Fundacji Dance to Be
Wywiad został przeprowadzony 09.07.2026





