Zatrzymać się, by rozwinąć skrzydła

Rozmowa z Natalią Pasiut, tancerką Polskiego Baletu Narodowego

Paradoksalnie otwarcie się na inne dziedziny sztuki, na świat wokół, na inne rozwiązania uczyniły ją jeszcze doskonalszą w tańcu. Balet to trudny zawód, który bardzo ogranicza i wymaga całkowitego oddania. Najpierw kontuzja, potem czas pandemii zmusiły ją do zatrzymania się i do spojrzenia z nowej, szerszej perspektywy na swoją pracę, na swoje życie.

MW: Czasem potrzebujemy zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na swoje życie. Ostatnio cały świat był zmuszony do takiego zatrzymania…

NP: Tak, ten czas pandemii  otworzył mi oczy na rzeczywistość poza pracą, przekonał aby rozwijać się również w innych kierunkach. Taniec klasyczny to trudny zawód, który bardzo nas ogranicza. Musimy dostosować do niego całe swoje życie. I często jest tak, że nie mamy wolnego czasu, a nawet nie mamy siły, żeby coś innego robić.

MW: Ale czy rozwój poza pracą tak naprawdę nie wpływa też na pracę? Czy to nie jest połączone?

NP: Dokładnie! Ja w tym sezonie odkryłam jogę, właśnie w trakcie pandemii, gdy nie miałam nawet możliwości robić codziennych baletowych ćwiczeń przy drążku. Nie miałam ani drążka, ani dobrej podłogi, więc postanowiłam, że znajdę inną formę ruchu, która pozwoli mi utrzymać formę.

Na początku podchodziłam sceptycznie do jogi, ale potem mnie zafascynowała. Po powrocie do pracy, zobaczyłam, że jest coś innego w moim tańcu. Zobaczyłam, że moje ciało inaczej pracuje, czuję się bardziej wyciągnięta, mam lepszy pion. W jodze między innymi staje się na głowie, a to też pionizuje. Dzięki jodze już zupełnie inaczej traktuję moje ciało. Traktuję je przede wszystkim z szacunkiem. Nie czuję aż tak dużej potrzeby (jak wcześniej) mocnego rozciągania się przed lekcją tańca klasycznego. Mogę zrobić różne pozycje jogi (asany), a moje ciało na lekcji tańca klasycznego czuje się o wiele lepiej niż przedtem. Nie jest zmęczone, nie jest nadwyrężone, nic mnie nie boli.

Poza aspektem fizycznym, joga również daje nam spokój umysłu, a tego spokoju nam tancerzom naprawdę brakuje. Zazwyczaj jesteśmy mocno zestresowani, dlatego potrzebujemy narzędzia do wyciszenia i uspokojenia naszego umysłu. Ostatnio zaczęłam praktykować prowadzoną medytację. To są takie afirmacje, dobre słowa na nadchodzący dzień.  Po praktyce medytacji i afirmacji czuję, że mój organizm, mój umysł odpoczywają i jestem pozytywniej nastawiona do życia.

Nasz zawód jest trudny, codziennie jesteśmy oceniani. Każdego dnia dążymy do perfekcji, której – jak wiemy – nie da się osiągnąć. Jednak cały czas mamy w głowie to, że musimy być tacy, jakimi inni chcą nas widzieć. A przecież przede wszystkim musimy podobać się sami sobie. I kochać siebie. Ja właśnie tego się uczę, do tego dążę i to mnie motywuje.

MW: Wróćmy na chwilę do początków. Czy to, żeby być tancerką zawsze było twoim marzeniem? 

NP: Ciężko mi powiedzieć, czy było to moim marzeniem, bo mam wrażenie, że tańczę całe swoje życie! Miałam sześć lat, gdy moja mama zaprowadziła mnie do Studia Baletowego w Szkole Baletowej na ulicy Moliera w Warszawie. Moja mama zawsze mnie motywowała, aby spróbować swoich sił w rożnych dziedzinach – sportu czy sztuki. Bardzo ją za to cenię i bardzo jej za to dziękuję. Myślę, że to jest wspaniałe – pokazywać dziecku różne możliwości, ponieważ ono dzięki temu doświadczeniu samo zweryfikuje i wybierze co lubi i co chce robić w życiu. Mama najpierw zaprowadziła mnie do studia baletowego. Chodziłam tam miesiąc i niestety nie spodobało mi się. Ruch baletowy był w porządku, ale pani, która prowadziła zajęcia, była nieprzyjemna i przyznam szczerze, że trochę się jej bałam. W związku z tym zrezygnowałyśmy z uczęszczania na te zajęcia.

Następnie mama zachęciła mnie do gimnastyki artystycznej i zaprowadziła mnie do Pałacu Kultury. Była więc gimnastyka artystyczna, potem batuta. Na trampolinie mi się podobało – skakać tak wysoko to każdy by chciał! Jednak po jakimś czasie również zrezygnowaliśmy, ponieważ mieszkaliśmy dość daleko – dojazdy po przedszkolu, potem po szkole, bardzo mnie męczyły. Po paru latach mama zaproponowała mi dołączenie do studio Metro w Teatrze Buffo, gdzie prowadzono zajęcia taneczne i teatralne. Bardzo mi się tam podobało. Było dużo dzieciaków, dużo zabawy, występy. Pewnego dnia na nasze zajęcia przyszła pani profesor z warszawskiej Szkoły Baletowej, która szukała dzieci do pierwszej klasy. Dostrzegła mnie w tłumie, zawołała do siebie i powiedziała: „Zapraszam cię do szkoły baletowej. Jeśli się zdecydujesz, to nie musisz robić egzaminu jak reszta dzieci. Widzę jaką masz aparycję, poczucie rytmu. Jak dla mnie, jak najbardziej się nadajesz.” To był początek roku, więc miałam już kupione wszystkie książki do szkoły podstawowej, do której chodziłam… ale, moja mama, ponieważ zawsze myślała, że będę tancerką – zaproponowała: „A może jednak spróbujesz, czemu nie? To jest coś nowego, dobrze się ruszasz jak słyszysz muzykę. Spróbuj.” Teraz, gdy o tym myślę, jestem zachwycona tym, że ona chciała to zrobić, bo to były spore koszty – trzeba było zmienić podręczniki, kupić baletki, pointy, kostiumy, rajstopy – szkoła nie zawsze miała na to fundusze, więc finansowo nie było to takie łatwe. Tak czy inaczej, moi rodzice się zgodzili.

Zmieniłam wszystkie podręczniki i rozpoczęłam edukację w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Warszawie. Zostałam bardzo dobrze przyjęta. Uczyłam się tam od pierwszej do dziewiątej klasy. Szkoła była dla mnie w porządku, chociaż żałuję, że wciąż zmieniali się nam nauczyciele tańca klasycznego. Warto mieć różnych nauczycieli, ponieważ od każdego można się czegoś innego nauczyć – dają różne uwagi, różne spostrzeżenia, ale zbyt częste zmiany nie są korzystne. Jednak pomimo wszystko jestem szczęśliwa, że byłam w tej szkole przez całe dziewięć lat, bo wiem, że nie dla każdego dziecka była to łatwa droga i niektórzy przerywali edukację po kilku latach. Teraz pracując w teatrze, nadal wiele się uczę.

MW: Nauka baletu chyba nigdy się nie kończy, cały czas się doskonalicie…

NP: Tak, to prawda. Nadal tyle odkrywam! Oczywiście wszystko przychodzi z doświadczeniem, ale też z naszą chęcią, z naszą ciekawością. I to jest to. Myślę, że to jest słowo klucz – ta ciekawość. To jest dla mnie najważniejsze. Jeżeli człowiek ma w sobie ciekawość, to wszystko dostrzeże, wszystkiego się dowie i jeżeli chce, to naprawdę dużo z tego zyska. Więc cały czas jestem ciekawa i nadal chcę się rozwijać, bo taniec ma w sobie tyle piękna, tyle głębi i tyle do odkrycia… i wierzę, że jest też narzędziem, abyśmy mogli odkrywać samych siebie. Poprzez taniec odkrywam swoje życie, swoje pragnienia. To jest wspaniałe – dostrzegać to. Czasami jesteśmy zamknięci jak w bańce, którą trudno jest przebić i otworzyć oczy na inne rzeczy. I tu po raz kolejny wracam do doświadczania życia poza pracą, aby zobaczyć świat. W końcu. Świat, który też jest piękny i ciekawy. To wszystko potem przekłada się na nasz zawód.

MW: A czy miałaś kiedyś chwile zwątpienia, czy chciałaś kiedyś zrezygnować?

NP: Tak. Cały czas. Nawet wczoraj przed przedstawieniem, przy okazji mojego debiutu w roli Hrabiny Marie Larisch w balecie Mayerling. Dużo jest takich chwil. Myślę, że każdy w swoim życiu ma takie chwile. Ten zawód jest tak stresujący, że czasami myślę, że już nie dam rady. Są dni przed występem, gdy wieczorem kładę się do łóżka i zasypiam z mocnym biciem serca, i śni mi się muzyka i choreografia baletu, który w ostatnim czasie przygotowujemy. Zbiera się we mnie dużo stresu przed wyjściem na scenę, jednak gdy już na niej jestem, dzieje się coś magicznego – stres odchodzi i pozostaje tylko przyjemność i szczęście, że jestem  w miejscu, które uwielbiam i mogę robić to co kocham i co jest moją pasją.

Ten czas zatrzymania, czas pandemii dał mi zrozumienie tego, jak mogę inaczej postrzegać moją pracę. Jak radzić sobie ze stresem. Przecież te wszystkie momenty są takie ulotne… to dosłownie są „momenty” naszego życia i nie musimy się nimi aż tak przejmować, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli. Robimy to dla siebie, dla nikogo innego, więc dlaczego aż tak się stresować? Trzeba to sobie poukładać w głowie i wciąż to sobie powtarzać. Czasami automatycznie wraca do mnie to uczucie sprzed lat, kiedy myślałam: „ Ojej, czy ja dobrze to zrobię, czy ja zadowolę pana dyrektora i wszystkich baletmistrzów, czy ja się spodobam?” Jednak teraz już wiem jak sobie z tym uczuciem  radzić i wiem, że robię to dla siebie.

Bardzo pomagają mi medytacja, joga i rozmowa z ludźmi. Mam duże wsparcie w rodzinie. Również mój chłopak Kristóf ogromnie mnie wspiera. Zawsze ogląda mój taniec i daje różne uwagi. Jest takim moim profesorem, który zawsze wszystko widzi. Wiem, że mogę od niego dostać dobre uwagi i korekty. Mam przyjaciół w teatrze, bardzo mi drogich – są zawsze pomocni, zawsze mnie podniosą na duchu – bardzo to cenię. Pomaga mi również oderwanie się od pracy, od tańca – wyjście do parku, kontakt z naturą, obejrzenie filmu, pójście do muzeum – to mi otwiera oczy na świat i bardzo się cieszę, że w końcu to dostrzegłam.

MW: Co najbardziej cenisz w życiu? Co jest dla ciebie największą wartością?

NP: Teraz przepełnia mnie wdzięczność… Myślę, że  warto codziennie poświęcić chociaż chwilę na zastanowienie się nad tym, za co jesteśmy wdzięczni w życiu – i wtedy możemy zauważyć, że jest tego dość sporo. Ja jestem bardzo wdzięczna za moją rodzinę, bo oni zawsze są dla mnie. Moja mama, która jest moją ogromną inspiracją nauczyła mnie tego, że nawet jeżeli coś się stanie,  gdy coś nie pójdzie po naszej myśli, trzeba sobie powiedzieć „nic nie szkodzi, poprawimy to”. Również nauczyła mnie, że trzeba się cieszyć każdym momentem życia i szczególnie cenić to, co mamy między sobą. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Doceniam wszystko to, co teraz jest wokół mnie i to, że jestem zdrowa, że mam wspierających ludzi wokół, rodzinę – to jest dla mnie najważniejsze i teraz to chłonę całą sobą, tym się chcę nacieszyć.

MW: Wdzięczność jest bardzo ważnym tematem. Wdzięczność nawet w trudnych sytuacjach, dostrzeganie dobrych rzeczy i dziękowanie za nie. Taka postawa uwalnia nas…

NP: Tak! Właśnie to uwolnienie, ta wolność! Uzyskujemy tę wolność i to akurat zrozumiałam wracając do ruchu po kontuzji stawu skokowego. Postanowiłam wyjechać do Amsterdamu na zajęcia wspaniałej techniki ruchu, która nazywa się Gyrotonic. Zajęcia te prowadziła była tancerka, która doznała poważnego wypadku i po tym wydarzeniu już nie wróciła do zawodu. Zajęła się Gyrotonik’iem i jogą. Dzięki tej niesamowitej osobie, rozmowom i naszej wspólnej pracy doprowadzenia mnie z powrotem do zdrowia, poczułam wolność. Wcześniej czułam się cały czas skrępowana w pracy, uważałam, że muszę się podporządkować wszystkiemu czego dyrekcja ode mnie oczekuje, czego wszyscy baletmistrzowie oczekują, cały zespół, widzowie… ale dlaczego mam się tak czuć? Bardzo dużo rozmawiałyśmy i bardzo mi to pomogło. Pomogło mi to uwolnić się od tych wszystkich oczekiwań. Bardzo jestem jej za to wdzięczna.

MW: To uwolnienie, które dokonuje się w umyśle na pewno pozytywnie wpływa również na sam taniec…

NP: Dokładnie! To jest bardzo ciekawe, ale gdy wróciłam do pracy po kontuzji, to wszyscy wokół zaczęli mówić: „Natalia, jakoś inaczej tańczysz, bardzo się zmieniłaś i wypiękniałaś.” I również ja sama czułam, że jestem piękna – piękna w tańcu. Może dla niektórych nie było to widoczne, ale ja tak to odczuwałam. To ważne, żeby kochać samego siebie, żeby siebie akceptować. Kiedyś tego nie czułam. Przez to, że byłam oceniana i musiałam mieć określony wygląd, określone zachowanie, to czułam się ograniczona, zamknięta. Ale dlaczego? Przecież jestem zupełnie inna, niż każda z tych osób, które są w zespole, które są wokół mnie. Jestem wyjątkowa, tylko muszę to objąć, przyjąć, zaakceptować. Ważne by uwydatnić to, co masz w sobie najlepszego. Po prostu nie być takim srogim dla siebie. Dla tancerzy, a zwłaszcza dla kobiecej części zespołu, trudno jest zaakceptować ciało, bo każda z nas jest inna. Nasze ciała się zmieniają, nie zawsze będziemy wyglądać tak samo. Niektóre mają bardziej umięśnione ciała, niektóre są szczuplejsze. Niestety nie każdy siebie akceptuje. Jednak każdy z nas jest piękny na swój sposób i warto, aby to piękno pokazywać i nie ukrywać go. Dlatego moim celem jest dawanie ludziom wokół mnie komfortu i zapewnienie ich, że są jedyni w swoim rodzaju i że są wyjątkowi.

MW: Widzę Ciebie jako ciepłą, odważną kobietę, która dostrzega piękno w świecie, w drugim człowieku i chce to wydobyć na zewnątrz. Jak Ty sama widzisz siebie? Co cenisz w sobie najbardziej?

NP: Najbardziej cenię w sobie to, że jestem prawdziwa, nigdy nie kłamię i nawet nie za bardzo potrafię to robić! Nigdy nie potrafiłam i mam to chyba po rodzicach, bo oni też nie potrafią udawać czegoś. To jest dla mnie ważne i tego też oczekuję od innych ludzi. Cenię w sobie również szacunek do innych. Jeżeli się szanujemy nawzajem, to jest o wiele łatwiej nam razem żyć. Nie powiemy sobie złych słów, gdy się szanujemy.

 Cenię w sobie też otwartość i energię. Czuję, że mogę ludziom trochę rozświetlić dzień – uśmiechnąć się, powiedzieć coś zabawnego. Zmieniam się cały czas. Ten proces bardzo mnie fascynuje. Z perspektywy czasu widzę, że jestem zupełnie innym człowiekiem, niż byłam wcześniej. Bardzo mnie to cieszy, bo czuję, że jestem coraz lepszym człowiekiem.

MW: Co byś poradziła komuś kto dopiero zaczyna życie z baletem?

NP: Poleciłabym, żeby po prostu być ciekawym i mieć otwartą głowę na świat, na inne szkoły, jeździć na różne warsztaty, z różnymi nauczycielami. Raz pojechałam na warsztaty do Berlina. Były to dwa tygodnie codziennych zajęć z różnymi nauczycielami. Niesamowicie mnie rozwinęły. Byłam po nich wykończona, ale to było moje pierwsze doświadczenie za granicą, gdzie robiłam coś innego niż w Szkole Baletowej w Warszawie. Warto oglądać, słuchać, interesować się, otworzyć się na nowe rzeczy. Nie ograniczać się tylko do tańca klasycznego, tańca ludowego, współczesnego. Pójść na lekcje pianina, obejrzeć film lub spektakl w teatrze dramatycznym, może wyjechać do innego miasta, kraju, aby obejrzeć spektakl baletowy w wykonaniu innego zespołu. Możemy dzięki temu dużo zyskać i zaczerpnąć mnóstwo inspiracji. Po prostu próbować wszystkiego – nasze ciało i nasz umysł zyskają na tym na pewno. Żałuję, że nie robiłam tego więcej jako nastolatka, ale teraz z przyjemnością to nadrabiam.

MW: W czasie pandemii w Warszawie powstało wyjątkowe miejsce do indywidualnych zajęć i warsztatów artystycznych. Czy możesz opowiedzieć trochę o SZTUKstudio? Skąd ten pomysł i jak to funkcjonuje? Jak się odnajdujesz w tej nowej roli?

NP: Pomysł na powstanie tego miejsca zrodził się w trakcie pandemii, gdy nie mieliśmy miejsca do ćwiczeń. Ja męczyłam się w salonie przy kanapie robiąc codzienne baletowe ćwiczenia, polewając wodą drewnianą podłogę. Nawet nie miałam przy sobie baletek, bo wszystko zostało w teatrze. Wtedy, w trakcie pandemii, wyjechaliśmy na Mazury. I tam wpadliśmy na pomysł, że może jednak zrobimy coś nowego. Dobrze byłoby mieć też takie miejsce, gdzie możemy sami dla siebie popracować, gdy nie mamy możliwości, aby ćwiczyć na sali baletowej w teatrze.

Chcieliśmy zrobić coś nowego, świeżego. Przede wszystkim jednak chciałam mieć swoją przestrzeń, by robić coś innego i żeby pomagać tancerzom, i nie myśleć jedynie o pracy w teatrze. Znaleźliśmy przepiękne mieszkanie i wydzieloną salę na Starej Ochocie, w której od razu się zakochaliśmy i postanowiliśmy otworzyć tam SZTUKstudio.

Odnajduję się w tej nowej roli wspaniale! Przychodzą do mnie osoby w każdym wieku i na każdym poziomie zaawansowania: na zajęcia z tańca klasycznego, jogi, stretchingu i wzmocnienia ciała.

MW: Czyli to nie tylko zajęcia baletowe?

NP: W SZTUKstudio udzielam zajęć z tańca klasycznego, ćwiczę z dziećmi repertuar – wariacje (krótkie solo) z wybranego repertuaru baletowego, jeżeli potrzebują popracowania nad nimi, ale też prowadzę treningi body balance i stretchingu. Opracowałam swój trening autorski. Jest to połączenie jogi, pilatesu, tańca klasycznego, ćwiczeń siłowych – wszystko razem zebrane w jeden trening. Nasze zajęcia są dla każdego. Zajęcia dopasowujemy indywidualnie, więc zawsze staram się najpierw spojrzeć na osobę, która przychodzi, porozmawiać, zobaczyć co taka osoba lubi, czego nie lubi. Zawsze muszę wiedzieć, czy nasz gość przebył jakieś kontuzje lub czy doskwierają mu bóle w ciele. Bardzo ważne jest, aby przemyśleć trening i dopasować go do umiejętności i poziomu zaawansowania danej osoby, aby zajęcia były bezpieczne dla ciała. I klienci bardzo to doceniają. Przychodzi dużo kobiet, ale przychodzą również panowie.  Każdy jest u nas mile widziany! Przychodzi trzynastoletnia dziewczynka i przychodzi pani dziekan z uniwersytetu. To jest dla mnie piękne – obserwować moich klientów i słyszeć od nich, że po kilku zajęciach o wiele lepiej się czują!

Zostaliśmy również zaproszeni do „Dzień dobry TVN”, aby opowiedzieć o tym, że mężczyźni również mogą tańczyć taniec klasyczny, i że to nie jest wcale niemęskie. Stereotyp tancerza w – potocznie nazywanych – „rajtuzach” (czyli „trykotach”) przyćmiewa to, jak naprawdę wygląda życie profesjonalnego tancerza baletowego. Przede wszystkim jest to siłowe przygotowanie ciała. To nie tylko skakanie w rajtuzach, ale całe zaplecze tego, jak mężczyzna musi przygotować swoje ciało do pracy. Dzięki tym treningom chcemy pokazywać, że to wcale nie jest takie łatwe, jak się wydaje. Jest wiele rzeczy, które musimy zrobić poza lekcją, poza spektaklem. Pragniemy uświadamiać ludzi jak naprawdę wygląda nasz zawód. Bardzo się cieszę, że jest coraz więcej chętnych, żeby tego spróbować na własnej skórze. Balet jest traktowany bardzo elitarnie, z dystansem, a my chcemy się otwierać na ludzi. Zamysłem naszego studia są również spotkania z artystami, ponieważ chcemy się przybliżyć do naszych widzów. Chcemy mówić o naszej sztuce otwarcie, bez żadnych przykrywek, żeby nie tworzyć takiej bańki naszego świata. Dlatego to studio docelowo chcemy otworzyć na widzów, na osoby, które są ciekawe naszej sztuki, historii baletu, tańca klasycznego. Również chcielibyśmy organizować prelekcje przed spektaklami. Chcemy promować różnych artystów i organizować różnego rodzaju spotkania artystyczne. Bardzo chcielibyśmy zrobić swego rodzaju „bohemę” artystycznych spotkań, tak aby artyści inspirowali się nawzajem.

MW: Jak widzisz siebie za pięć, dziesięć lat?

NP: Nie wiem tego gdzie zobaczę siebie za pięć lub dziesięć lat, ponieważ z doświadczenia wiem, że wszystko się może zmienić w sekundę. Jednak widzę siebie jako szczęśliwego, dojrzałego człowieka, który pomaga innym i jest spełniony.

Mam plany, swoje małe cele, ale ciężko cokolwiek planować w naszej nowej teraźniejszości. Bardzo, bardzo chciałabym nadal się rozwijać w różnych technikach ruchowych, ale nie tylko. Chciałabym też założyć rodzinę i kiedyś w przyszłości mieć dzieci, jednak wiem, że na to też przyjdzie czas. Ciężko powiedzieć jak widzę siebie za kilka lat. Tak się szybko wszystko zmienia, że na ten moment cieszę się każdą chwilą i nie myślę tak dużo o przyszłości, jak myślałam wcześniej.

Myślę, że cokolwiek się zdarzy, to i tak sobie ze wszystkim poradzę. Po tylu doświadczeniach, pozytywnych, ale również bardzo przykrych, staram się wyciągać to co dobre. I to właśnie sprawia, że jestem silniejsza i mam w sobie coraz więcej pozytywnej energii do życia!  

MW: Bardzo dziękuję za rozmowę i zachętę do patrzenia na świat szeroko. Przed każdym z nas postawione jest jakieś zadanie i często skupiając się zbyt mocno na jego wykonaniu, tracimy okazję, by patrzeć szerzej, głębiej, z innej perspektywy. Dziękuję za inspirację do nieograniczonego czerpania ze świata, który nas otacza, do wykorzystywania tych chwil, które nas zaskakują, zmuszają do zatrzymania. Nie musimy się biernie poddawać tym chwilom, ale wykorzystywać je, by jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła.

Rozmawiała Monika Węgrzyn
Prezes Fundacji Dance to Be

Wywiad ukazał się w kwartalniku „Taniec” nr 1/2022 (38)

Udostępnij: